• Language / язык
 
Choir: Fundacja Chórtownia
Country: Poland
Starting date: 2019-07-16
Available translations:
English

​Ruchem konika szachowego po Lazurowym Wybrzeżu

​Ruchem konika szachowego po Lazurowym Wybrzeżu
czyli relacja z XXIV Międzynarodowego Festiwalu Chóralnego w Prowansji

W ogóle tego nie planowaliśmy. Zamierzaliśmy się oddać w całości pracy zawodowej, robieniu przetworów na zimę i leniwym wieczorom z przyjemną lekturą. Jednak los lubi płatać figle i znienacka znaleźliśmy się na wyjeździe do Francji wraz z naszym zaprzyjaźnionym Zabrzańskim Chórem Młodzieżowym "Resonans con Tutti" im. N.G. Kroczka jako delegacja Chórtowni na wspomnianym już festiwalu w Prowansji.

W tym roku na "Festival International Choral en Provence" wystąpiły chóry z Francji, Polski, Chin, Kanady, Ukrainy, Czech, Białorusi, Belgii, Włoch i Portugalii, które dały 42 koncerty w 26 miejscowościach. Zabrzański Chór Młodzieżowy "Resonans con tutti" zaśpiewał 5 koncertów w dniach 7–11 lipca 2019.

Nasz udział w festiwalu rozpoczął się w niedzielę 7 lipca, kiedy dotarliśmy na miejsce po dwóch nocach spędzonych w autokarze i 9 przepisowych godzinach przerwy we włoskim kurorcie Lignamo Sabbiarodo.

Koncerty na tym festiwalu odbywają się zwykle późnym wieczorem w uroczych małych i większych miasteczkach na Lazurowym Wybrzeżu - w kościołach, salach koncertowych lub w plenerze i jest to okazja do spotkań zarówno z publicznością, jak i innymi chórami. 

7 lipca 2019, Flassans

Pierwszy koncert festiwalowy "Resonansu" odbył się w kościele w miasteczku Flassans 7 lipca późnym wieczorem o 21:00, jak zresztą wszystkie pozostałe koncerty. W programie znalazła się większość utworów sakralnych przygotowanych przez chór na ten wyjazd, łącznie z evergreenami typu "Ave verum corpus" W. A. Mozarta czy "Jesu meine Freude" J. S. Bacha. Nie byliśmy specjalnie zdziwieni, że publiczność żywo zareagowała na te właśnie utwory, ponieważ, jak mówił klasyk, najlepsze są te filmy, które już znamy. Wszystkie pozostałe utwory również wpadły słuchaczom w ucho i w serce, bo koncert zakończył się owacją na stojąco. To był jedyny samodzielny koncert "Resonansu" na tym wyjeździe, wszystkie inne były dzielone z innymi chórami. I w sumie najmniej zaskakujący, bo choć chór wystąpił na fantastycznym poziomie (co nie jest zaskakujące w najmniejszym stopniu), to oprócz tego nie działo się nic nieoczekiwanego. 

8 lipca 2019, Rians. Koncert z chórem "Cle de Sol" z Francji

Po intensywnym zwiedzaniu w podgrupach pięknego miasta Aix-de-Provence, do którego pojechaliśmy zamiast do Marsylii (do której, jak się okazuje, okresowo można wjechać tylko pojazdami o najwyższej klasie ekologicznej, a nasz autokar takiej nie posiadał) chór został zawieziony do Rians, gdzie podejmował go lokalny chór "Cle de Sol". Smaczku całej tej prowansalskiej przygodzie dodawał fakt, że nasz autokar był bardzo długi i nie wszędzie mógł wjechać, dlatego też do części obiektów, położonych wśród wąskich i stromych uliczek, musieliśmy chodzić na piechotę.

Już na próbie w lokalnej sali zabaw poznaliśmy dyrygenta goszczącego nas chóru, z którym szybko znaleźliśmy wspólny język - i nie był to język francuski, tylko rosyjski, ponieważ dyrygent okazał się Rosjaninem. Koncert w kościele Saint-Laurent położonym na szczycie górki, do którego prowadziły strome schody, rozpoczął chór "La cle del Sol". Polski chór śpiewał w drugiej kolejności, ale i tym razem zdobył licznie zgromadzoną w kościele publiczność. Na koniec oba chóry wykonały razem (bez próby!) jeden z utworów, które oba miały w repertuarze, potem głos zabrał mer miasteczka, a jeszcze potem proboszcz parafii przemówił do chóru… po polsku! Był to ksiądz doktor Mariusz Piecyk, który od jakiegoś czasu pełni Bożą służbę w tym uroczym miejscu. Francuscy chórzyści oczywiście to wiedzieli, ale dla nas było to kompletne zaskoczenie ;). 

Po powrocie do sali, gdzie była próba, rozpoczęła się fantastyczna kolacja przygotowana przez gospodarzy, a potem wspólne śpiewy, tańce i zabawy. Lody zostały szybko przełamane, mimo naprawdę sporej różnicy wieku pomiędzy chórzystami obu chórów, ale niestety przepisy transportowe zmusiły nas do wcześniejszego zakończenia wspaniałej zabawy - musieliśmy podporządkować się żelaznej zasadzie postojów autokaru. Jeszcze w autobusie nie mogliśmy wszyscy zapomnieć pozytywnych emocji, które towarzyszyły nam podczas całego dnia. Nie po raz pierwszy pomyślałam wówczas, że chóralny ruch amatorski robi więcej dla stosunków międzynarodowych na całym świecie niż wiele instytucji oficjalnie powołanych do tego celu: najważniejsze jest spotkanie zwykłych ludzi, którzy razem robią coś pięknego, poznają swoją kulturę, język, obyczaje, potrawy, a konsekwencją tych spotkań jest to, że każdy z uczestników wyrabia sobie własną opinię i nie wierzy ślepo w tak bardzo obecnie rozpowszechnione fake newsy…

9 lipca 2019, Sollies-Tucas. Koncert z Dolphin Children Choir z Chin

Na kolejny dzień była zaplanowana wizyta w nadmorskim miasteczku Cassis, słynącego z "Les calanques", czyli tzw. francuskich fiordów. Na łódź, która miała nam je pokazać, bez trudu zmieścił się cały chór i wypłynęliśmy w morze, sprawdzając osobiście kolor wody. Naprawdę jest lazurowa, czyściutka i cudowna, a wybrzeże zachwycające. Z rozwianym włosem i wiatrem owiewającym całe ciało, obserwując leniwe życie w zatokach toczące się na jachtach i przybrzeżnych skałach oraz piechurów na stromych ścieżkach okalających fiordy, poczuliśmy się natychmiast jak bohaterowie francuskich filmów z lat 60, z żandarmem i Fantomasem na czele. Myśleliśmy nawet, aby zahaczyć o St. Tropez, aby dotknąć legendy, ale odradzono nam to ze względu na korki i nieciekawą podobno plażę. Szczęśliwi dojechaliśmy do maleńkiego miasteczka Sollies Tucas, gdzie miał się odbyć koncert. 

Po przejściu krętymi zaułkami dotarliśmy do ciasno zabudowanego ze wszystkich stron placu Gambetta, na którym zostały poustawiane krzesła dla publiczności - ten koncert miał być "podwórkowy". Miła odmiana, bo jednak pomimo fantastycznej atmosfery na koncertach i pełnej widowni na poprzednich koncertach temperatura w kościołach była bardzo wysoka. 

Podczas próby chóru spotkałam pana Roberta Francescato, dyrektora generalnego całego festiwalu i udało nam się chwilę porozmawiać. Dowiedziałam się, że utworzone przez niego Choral Events organizują festiwale nie tylko w Prowansji, ale i w regionie Paryża, a także kilka festiwali we Włoszech oraz ostatnio również w Portugalii. On z kolei dowiedział się o Chórtowni - możecie być pewni, że informacje o następnych festiwalach będą pojawiać się w naszym portalu. 

Koncert na placu Gambetta rozpoczął chór dziecięcy Dolphin z Chin. Nie jest to zwykły chór dziecięcy. Wszystkie dzieci albo nie słyszą wcale, albo są bardzo niedosłyszące. Jednak dzięki nowoczesnej technice oraz wielu wolontariuszom mają zajęcia muzyczne. Gdybyśmy tego nie wiedzieli z informacji zawartych w programie, nie mielibyśmy pojęcia, że dzieci są w jakikolwiek sposób dysfunkcyjne, ponieważ śpiewały czysto i ładnie. No i do tego w egzotycznych dla nas chińskich stronach ludowych i z pełnym scenicznym makijażem, jaki widuje się w chińskim teatrze. Po ich występie nadeszła kolej na "Resonans", który tym razem zaśpiewał repertuar rozrywkowy i ludowy polski, wywołując huragany braw po każdym kolejnym numerze i o mało nie zawalił sceny wykonując intensywny ruch sceniczny do jednego z utworów ;). Jak i poprzednie koncerty, również i ten był bardzo dobrze przygotowany organizacyjnie, a dodatkowy efekt dawały kolorowe światła rzucane na ścianę kościoła, na tle którego śpiewał chór.

Kolejny pełen wrażeń dzień był za nami i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, a właściwie na kolejne spotkania kuluarowe: po części z  chórem uniwersyteckim z Minho z Portugalii, a po części z chórem Artos z Ukrainy, z którymi dzieliliśmy akademik. Dla nas osobiście spotkanie z Artosem było tym bardziej magiczne, że chór ten brał udział w zorganizowanym przez Chórtownię projekcie "The Sound of Europe II" i ich nagranie jest na płycie, ale nigdy wcześniej ich nie widzieliśmy, poza ich kierownikiem, Andrijem Onyśkiwem, który kiedyś odwiedził nas w Gliwicach, gdy wracał do swego Lwowa...

10 lipca 2019, Hyeres les Palmiers, Koncert z chórem "Les Magnarelles" z Francji

Następnego dnia czekało nas zwiedzanie Tulonu, który do tej pory znaliśmy jako miejsce noclegowe od strony przedmieść i nie spodziewaliśmy się po tym mieście niczego interesującego. No tak, się nie czytało przewodnika, to się nie wiedziało… jednak te skandaliczne braki w wykształceniu zostały już przez nas nadrobione, Tulon nas nie zawiódł (ach, te jachty w marinie!) i po zapoznaniu się z miastem najpierw pieszo, a potem z pokładu kolejki, przejechaliśmy do ślicznego miasta Hyeres les Palmiers, gdzie zostaliśmy przyjęci przez chór Les Magnarelles. Wspólnie z chórzystami z Hyeres spożyliśmy przygotowany przez nich posiłek (pyszny!) na rozstawionych stołach na płycie rynku, pokręciliśmy się trochę po uroczych uliczkach i placach, pełnych aromatycznych towarów rodzimej produkcji (lawenda, zioła prowansalskie, sery, wino) po czym równo o 21:00 rozpoczął się koncert.

Pierwszym utworem wykonanym przez chór Les Magnarelles była Gaude Mater Polonia i jak się można spodziewać cały Resonans stojąc z tyłu przyłączył się do tego wykonania. Co ciekawe, starszy Francuz siedzący obok mnie, usłyszawszy pierwsze dźwięki, również wstał… i bezbłędnie zaśpiewał partię basów. Muszę przyznać, że byłam lekko oszołomiona ;) W trakcie koncertu, już podczas drugiej części, zaczął dzwonić telefon komórkowy. Siedziałam sobie spokojnie, aż zostanie wyłączony, aż nagle, w miarę jak cichły wszystkie inne dźwięki, zdałam sobie sprawę, że dźwięk wydobywa się… z mojej torby. Wcześniej zostałam poproszona o przechowanie telefonu komórkowego jednej z naszych chórzystek i nie miałam pojęcia, że włączy się alarm. W popłochu wyłączyłam telefon i koncert trwał dalej, po czym za 10 minut telefon włączył się ponownie sam. Porwałam więc torbę i wybiegłam z kościoła, aby nie przeszkadzać. Kilka minut za mną wyszła jedna z chórzystek, blada, podtrzymywana przez kolegę. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej wysokiej temperatury i wilgotności, ale na szczęście dzięki pomocy Francuzów szybko udało się opanować sytuację dzięki schłodzeniu węzłów chłonnych wodą z lodówki. Jak widać, służba medyczna jest na takich wyjazdach bezcenna. Wyłączywszy telefon na dobre, wróciłam do kościoła, w sam raz aby usłyszeć gromkie brawa na zakończenie koncertu. Ale to jeszcze nie był koniec - nastąpiła szybka akcja i połączone chóry raz jeszcze wykonały Gaude Mater Polonia, tym razem wszyscy na scenie, pod dyrekcją Waldemara Gałązki. My też ;)

11 lipca 2019, Le Pradet. Koncert z chórem "La Cle des Chants"

Ostatnie festiwalowe przedpołudnie spędziliśmy na plażach Tulonu, po czym udaliśmy się do Le Pradet, gdzie czekała już na nas Madalina Spataru, energiczna, pochodząca z Rumunii dyrygentka miejscowego chóru, wraz ze swoimi chórzystami, którzy podjęli nas po królewsku przygotowując takie specjały jak pasztety z wątróbki kremowe i zapiekane, sałatki z mango i krewetkami, z soczewicy z czymś, cebularze, przeróżnego rodzaju zapiekanki, szynkę chyba parmeńską (rewelacyjną) i inne delikatesy w postaci stałej i ciekłej. Wyżywić 50-osobowy chór to jest wyzwanie, ale wszyscy nasi gospodarze stanęli na wysokości zadania. Rewanż będzie trudny, ale opowieści o gościnności Polaków nie mogą być gorsze niż te o gościnności Francuzów.

Pożywieni, przeszliśmy na próbę. Madalina, zresztą jako jedyna dyrygentka ze strony gospodarzy, wcześniej przesłała nuty do wspólnego wykonania. Musimy tu z dumą napisać, że polskie chóry wypadają znakomicie na tle chórów francuskich spotkanych przez nas w czasie festiwalu. Jedynym wyjątkiem był chór Madaliny, który zaśpiewał naprawdę świetnie, bawiąc przy tym zarówno publiczność, jak i siebie nawzajem: repertuar wykonany przez "Le cle des chants" na koncercie to były głównie tematy filmowe z akompaniamentem fortepianu, zaśpiewane z werwą, czysto i ładną emisją. Można? Można! Finałowa wspólnie wykonana "Różowa Pantera" to było już czyste szaleństwo, endorfiny hard level i w ogóle pełnia szczęścia. Występ "Resonansu" docenili zarówno francuscy chórzyści, jak licznie zgromadzona publiczność, w tym duża delegacja Stowarzyszenia Polsko-Francuskiego, która specjalnie przybyła na koncert z powodu polskiego chóru. Po koncercie mówili nam, że są bardzo dumni, ze polska kultura była tak dobrze reprezentowana w ich kraju. Jeszcze w stanie euforii wszyscy robili sobie zdjęcia w kartonowych maskach przedstawiających śląskie nakrycia głowy (wianek oraz czako górnika) zabrane przez nas z Zabrza z głupia frant i znalezione przypadkiem przed koncertem. 

Tym mocnym akcentem zakończył się nasz udział w festiwalu i powoli zaczęliśmy się przygotowywać do powrotu do domu. Po dwóch nocach w autobusie dotarliśmy szczęśliwie do Zabrza i nawet zdążyliśmy już częściowo odespać niedobory…

Serdecznie dziękujemy Arlenie i Waldkowi za pomysł zaproponowania nam tego wyjazdu.  Dzięki nim uczestniczyliśmy we wspaniałej przygodzie, poznaliśmy nowych przyjaciół, powłóczyliśmy się śladami naszego ukochanego od dzieciństwa Louisa de Funes, a jednocześnie mieliśmy okazję przebywania w świetnym zespole i słuchania muzyki, którą on tworzy. A z drugiej, poważniejszej strony, przeżywaliśmy wspólnie z nimi podniosłe momenty i byliśmy trochę pomostem między chórem a francuską publicznością, ponieważ podczas koncertów siedzieliśmy na widowni i rozmawialiśmy z ludźmi (musiałam odkopać swój mocno kulawy francuski, ale do dogadania się wystarczyło), którzy wyrażali swój autentyczny podziw dla polskiego chóru i wzruszeni opowiadali nam w zamian swoje historie.

See also


Comments

Choralnet.org · Festivals in Russia · Summer festival in Bulgaria · Rejestracja24 - internetowa rejestracja pacjentów · projektowanie stron www ·